sobota, 23 lipca 2011
Zatrzymajcie ten świat....
sobota, 16 lipca 2011
Zaczynam od nowa
Wiem, wiem, dłuuugo mnie nie było, ale masa spraw się nazbierała...
Zacznę od początku, bo tak będzie najprościej.
Pisząc ostatniego posta nie miałam pojęcia, ile rzeczy wydarzy się w ciągu zaledwie kilku dni i jak diametralnie zmienią moje życie. Wtedy były nudy, siedzenie w domu. Tylko w poniedziałek pojechałam do Białego odebrać dyplom ukończenia studiów :), przy okazji pokibicowałam koleżankom, które tego dnia zdawały egzamin magisterski, nawiasem mówiąc wszystkie obroniły się na 5, jeszcze raz w tym miejscu gratulacje wszystkim paniom magister :)) Kiedy tak czekałam na dziewczyny dostałam telefon w sprawie pracy...
We wtorek o 11 musiałam być na miejscu, stresowałam się, jak przed jakimś egzaminem, ale jak się okazało, nie było tak źle, skoro na koniec główna pani dyrektor firmy powiedziała, że się sprawdziłam w czasie rozmowy i wita mnie w zespole. Wtedy cieszyłam się jak dziecko, kiedy dostaje zabawkę. Nie zraziło mnie nawet to, że następnego dnia miałam sie stawić w pracy na godzinę 8 rano.
Moje zadowolenie szybko jednak uciekło, kiedy przekonałam się na czym tak naprawdę ta praca polega i jak jest ciężka, w dodatku chciałam wyjść już o 16, bo myślałam, że system pracy jest ośmiogodzinny, jak w każdym biurze. Okazało się, że byłam w wielkim błędzie, musiałam siedzieć do 17. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że rano musiałam wstać o 5:15, bo o 6:45 miałam autobus..., a powrotny o 17:35, więc zanim dotarłam do domu, była 18. Wróciłam wykończona i zła na cały świat, stwierdziłam, że nigdy więcej tam nie pójdę, ale się przemogłam i rano znowu wyruszyłam do pracy, tym razem już samochodem ze znajomym. Jest ciężko, ale z każdym dniem radzę sobie coraz lepiej,nawet dziewczyny tak mówią, więc mam nadzieję, że niedługo będzie już całkiem dobrze, oby...
A dzisiaj w ramach odstresowania i "nagrody" pojechałam na zakupy :) Kupiłam materiał na sukienkę ( w sierpniu i wrześniu mam u koleżanek wesela), torebkę do pracy i długą spódnicę, także jestem bardzo zadowolona, bo rzadko kiedy zdarza się tak dobry dzień "zakupowy". Szkoda, że sobota już się kończy, została jeszcze niedziela i w poniedziałek znowu do pracy... a było tak wspaniale.. Jednak to prawda, że zaczynamy doceniać to, co mamy dopiero, kiedy to stracimy.
Ale się rozpisałam :D Jak ktoś przeczyta to do końca, to chyba będę musiała tę osobę jakoś nagrodzić :D
A tymczasem idę Was odwiedzić i pozdrawiam słonecznie,
Kokosowa :***
piątek, 8 lipca 2011
Słońce...
Obiecuję w ciągu kilku najbliższych dni napisać jakąś dłuższą notkę, na razie musicie się zadowolić tym zdaniem :)
Wasza Kokosowa :*
środa, 6 lipca 2011
Deszcz gubi ten kraj
Pozdrawiam, Kokosowa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)