Wiem, wiem, dłuuugo mnie nie było, ale masa spraw się nazbierała...
Zacznę od początku, bo tak będzie najprościej.
Pisząc ostatniego posta nie miałam pojęcia, ile rzeczy wydarzy się w ciągu zaledwie kilku dni i jak diametralnie zmienią moje życie. Wtedy były nudy, siedzenie w domu. Tylko w poniedziałek pojechałam do Białego odebrać dyplom ukończenia studiów :), przy okazji pokibicowałam koleżankom, które tego dnia zdawały egzamin magisterski, nawiasem mówiąc wszystkie obroniły się na 5, jeszcze raz w tym miejscu gratulacje wszystkim paniom magister :)) Kiedy tak czekałam na dziewczyny dostałam telefon w sprawie pracy...
We wtorek o 11 musiałam być na miejscu, stresowałam się, jak przed jakimś egzaminem, ale jak się okazało, nie było tak źle, skoro na koniec główna pani dyrektor firmy powiedziała, że się sprawdziłam w czasie rozmowy i wita mnie w zespole. Wtedy cieszyłam się jak dziecko, kiedy dostaje zabawkę. Nie zraziło mnie nawet to, że następnego dnia miałam sie stawić w pracy na godzinę 8 rano.
Moje zadowolenie szybko jednak uciekło, kiedy przekonałam się na czym tak naprawdę ta praca polega i jak jest ciężka, w dodatku chciałam wyjść już o 16, bo myślałam, że system pracy jest ośmiogodzinny, jak w każdym biurze. Okazało się, że byłam w wielkim błędzie, musiałam siedzieć do 17. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że rano musiałam wstać o 5:15, bo o 6:45 miałam autobus..., a powrotny o 17:35, więc zanim dotarłam do domu, była 18. Wróciłam wykończona i zła na cały świat, stwierdziłam, że nigdy więcej tam nie pójdę, ale się przemogłam i rano znowu wyruszyłam do pracy, tym razem już samochodem ze znajomym. Jest ciężko, ale z każdym dniem radzę sobie coraz lepiej,nawet dziewczyny tak mówią, więc mam nadzieję, że niedługo będzie już całkiem dobrze, oby...
A dzisiaj w ramach odstresowania i "nagrody" pojechałam na zakupy :) Kupiłam materiał na sukienkę ( w sierpniu i wrześniu mam u koleżanek wesela), torebkę do pracy i długą spódnicę, także jestem bardzo zadowolona, bo rzadko kiedy zdarza się tak dobry dzień "zakupowy". Szkoda, że sobota już się kończy, została jeszcze niedziela i w poniedziałek znowu do pracy... a było tak wspaniale.. Jednak to prawda, że zaczynamy doceniać to, co mamy dopiero, kiedy to stracimy.
Ale się rozpisałam :D Jak ktoś przeczyta to do końca, to chyba będę musiała tę osobę jakoś nagrodzić :D
A tymczasem idę Was odwiedzić i pozdrawiam słonecznie,
Kokosowa :***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz