this. Dawno mnie nie było, wybaczcie, ale wena mnie opuściła. Chciałam opisać wesele
M. i
K., spotkanie z
P.,
i wiele innych ciekawych rzeczy, ale nie mogłam się zebrać w sobie,
więc teraz będzie skrótowo o wszystkim po trochu z ostatnich 3 tygodni.
Najpierw wesele. Pojechaliśmy samochodem (a nie jak było wcześniej
planowane autokarem z innymi). Ślub był w pięknej bazylice, wzruszyłam
się, jak zobaczyłam Ich takich uśmiechniętych idących do ołtarza,
przepiękna chwila. Potem wesele - super! Wybawiłam się jak nigdy, a to
dzięki
M., K., D., A., P., P., B., E., Ł., M. Parkiet
był nasz do białego rana! Niestety z powrotem były problemy, gdyż nasza
maszyna odmówiła posłuszeństwa i musieliśmy wracać autokarem (a nad nią
dalej głowią się specjaliści...) W tym miejscu ogromne dzięki za
świetną zabawę! :********** ♥
Po weselu powrót do szarej rzeczywistości - praca, praca, praca.
Bardzo się staram, choć nie wszyscy to doceniają, ale mówi się trudno,
sama świata nie zbawię.
W weekend widziałam się z
P.,
chciał mnie gdzieś zabrać, ale przekonałam Go, żebyśmy posiedzieli u
mnie. Było miło, porozmawialiśmy, obejrzeliśmy "Wybacz, ale będę Ci
mówiła Skarbie" (chciałabym tak mówić, ale nie wiem, czy to kiedykolwiek
nastąpi...)
Wolne dni szybko minęły i znowu trzeba było wracać do pracy. W piątek miałam jechać na zjazd i szkolenie, przenocować u
M.
i w sobotę wieczorem po zajęciach P. miał przyjechać i odwieźć mnie do
domu. Jednak nic z tych planów nie wyszło. Zjazd odwołany, bo podobno
wykładowcom termin nie pasował(?), a prowadząca szkolenie się
rozchorowała. Na zjazd jadę w tym tygodniu, mam nadzieję, że tym razem
się odbędzie. Tym sposobem weekend był nudny, nie spotkałam się z P.,
choć taki był plan. W ogóle teraz On się nie odzywa, a ja nie wiem
dlaczego. Nie chcę za każdym razem pierwsza zaczynać rozmowy, bo wyjdzie
na to, że się narzucam.
Ostatni tydzień w pracy upłynął pod znakiem uroczystości szkolnych.
Najpierw DEN, przyjemna uroczystość, po raz pierwszy dostałam kwiaty, a
nie dawałam ich innym nauczycielom, miłe uczucie :). We wtorek było
ślubowanie I kl. gimnazjum. Potem już tylko środa, było mało osób w
szkole, bo prawie całe gimnazjum pojechało na wycieczkę do stolicy. A
jak to mówią "środa minie, tydzień zginie". U mnie sprawdza się
doskonale, gdyż czwartki mam wolne :) Piątek to dzień sprawdzania wiedzy
uczniów w formie pisemnej, if You know, what I mean ;).
I nastał kolejny weekend, z którym wiązałam wielkie nadzieje na
towarzyskie spotkania, imprezy itp. Niestety, wyszło jak zwykle. Wczoraj
cały dzień sprzątałam, wieczorem nie dałam rady ruszyć ręką ani nogą,
ale z efektu jestem zadowolona. Ciekawe tylko na jak długo ten efekt
pozostanie :D. A do dnia dzisiejszego nawiązuje tytuł notki, było nudno,
smutno, bo gdzie się nie obejrzę, widzę jakieś zakochane pary,
buziaczki, serduszka, a ja wiecznie sama. Wszyscy dookoła pytają,
dlaczego nie mam chłopaka, a ja nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.
Przecież tak bardzo chcę kogoś mieć, kochać, miłością bezgraniczną, do
końca świata i jeden dzień dłużej, ale nie ma nikogo takiego. Każdy
traktuje mnie co najwyżej jak koleżankę. Codziennie myślę o tym, co mają
dziewczyny, które są w związkach, a czego mi brakuje? Naprawdę nie wiem
:/ To tak strasznie boli. Z każdym dniem coraz bardziej. I nigdy nie
przestanie. :(
Konia z rzędem temu, kto dotrwał do końca tej chaotycznej notki.
Kokosowa :((