T. chyba już o mnie zapomniał, choć stwierdził, że nie. Ale to było przed świętami. W sylwestra przysłał życzenia. Piękne. Nie wiedział, że tak naprawdę życzy mi samego siebie... Od tamtej pory głucha cisza. Wysłałam mesidża dziś i nic. Zupełnie nic. No to chyba jednak zapomniał, nie?
W ogóle wszyscy zapomnieli. Czuję się beznadziejnie. Codziennie chce mi się płakać. Nic mnie nie cieszy.
I po co ja tu jestem? Powie mi ktoś? Bo nie wiem, nie rozumiem. A może nie chcę? Interpretacja dowolna.
Plany na Nowy Rok? Nie wiem czy jest sens takie czynić. Pewnie i tak nic z nich nie będzie. Co najwyżej za rok usiądę tu i patrząc na to wszystko stwierdzę z dumą, że znowu zmarnowałam kolejny rok. Jestem w tym dobra. Najlepsza. Nic mi tak świetnie nie wychodzi, jak komplikowanie sobie życia.
Mimo wszystko chcę :
- stracić na wadze (bynajmniej nie kupując ją za 50 zł, a sprzedając za 25),
- zadrutować się,
- zapisać się na siłownię,
- przeczytać więcej książek,
- obejrzeć więcej filmów,
- dostać awans,
- o księciu nie wspominając ( to jedyny plan niemożliwy do zrealizowania, NEVER), wszak całe życie opętana samotnością, na samotność jestem skazana FOREVER.
To chyba by było na tyle.
A Wam wszystkiego dobrego w tym Nowym Roku, aby był lepszy niż mój i żeby się pospełniały Wasze marzenia, bo moje nie mają na to szans.
Wasza Kokosowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz