sobota, 5 stycznia 2013

2013


I już po świętach... ba, nawet 5 dni nowego roku minęło. Szybko. To dopiero początek, a ja mam już dość. To nie będzie dobry rok. Będzie taki jak każdy. Nie wierzę już, że coś się zmieni, choć tak bardzo bym chciała. Jednak to nierealne. Marquez napisał kiedyś, że "plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi". Ja też nie mam. Żadnej. Absolutnie. Mniej niż zero.
T. chyba już o mnie zapomniał, choć stwierdził, że nie. Ale to było przed świętami. W sylwestra przysłał życzenia. Piękne. Nie wiedział, że tak naprawdę życzy mi samego siebie... Od tamtej pory głucha cisza. Wysłałam mesidża dziś i nic. Zupełnie nic. No to chyba jednak zapomniał, nie?
W ogóle wszyscy zapomnieli. Czuję się beznadziejnie. Codziennie chce mi się płakać. Nic mnie nie cieszy.
I po co ja tu jestem? Powie mi ktoś? Bo nie wiem, nie rozumiem. A może nie chcę? Interpretacja dowolna.
Plany na Nowy Rok? Nie wiem czy jest sens takie czynić. Pewnie i tak nic z nich nie będzie. Co najwyżej za rok usiądę tu i patrząc na to wszystko stwierdzę z dumą, że znowu zmarnowałam kolejny rok. Jestem w tym dobra. Najlepsza. Nic mi tak świetnie nie wychodzi, jak komplikowanie sobie życia.
Mimo wszystko chcę :
- stracić na wadze (bynajmniej nie kupując ją za 50 zł, a sprzedając za 25),
- zadrutować się,
- zapisać się na siłownię,
- przeczytać więcej książek,
- obejrzeć więcej filmów,
- dostać awans,
- o księciu nie wspominając ( to jedyny plan niemożliwy do zrealizowania, NEVER), wszak całe życie opętana samotnością, na samotność jestem skazana FOREVER.
To chyba by było na tyle.
A Wam wszystkiego dobrego w tym Nowym Roku, aby był lepszy niż mój i żeby się pospełniały Wasze marzenia, bo moje nie mają na to szans.

Wasza Kokosowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz