upał ( cóż za różnorodność) :P Jeszcze żyję, chociaż momentami już
nie daję rady. Okna wszystkie na oścież pootwierane, wiatraki nie
nadążają, zimna woda się strumieniami leje, a sytuacja ani trochę się
nie poddaje, wręcz wymyka się spod kontroli.
Ale od początku, bowiem miałam zrelacjonować wesele
A. i K. Poszłam jednak z
P.,
zgodził się i to z wielką chęcią, ku mojej równie wielkiej uciesze i
spokojowi ducha :) Także już 2 wesela za nami :D Było super, oczywiście
głównie za sprawą ludzi, wszak wiadomo, że nie ważne gdzie, nie ważne
jak, nie ważne kiedy, najważniejsze : Z KIM. Sprawdziło się po raz
kolejny, Wybawiłam się, że ho ho,
P. z resztą też :)) I tu wielkie podziękowania
A. i K., to wszystko dzięki Nim :)
A w niedzielę przyjechali
M. i K. i zaprosili na wesele, moje już 4 będzie w tym roku :D może też z
P. pójdę, fajnie by było ;)
Tydzień po weselu był koniec roku szkolnego, a wraz z nim koniec
mojego stażu. Trochę szkoda, bo się do dzieciaczków przyzwyczaiłam, ale
cóż, takie jest życie. Coś się kończy, coś zaczyna. Zobaczymy, co się
zacznie...
Przez te upały straciłam chęć do czegokolwiek. Nie mam siły na nic,
one mnie wykańczają. Dla rozrywki sprzątam (ciężko :P), chodzę z psem
na spacery, bardzo krótkie, bo nawet on nie może znieść tej duchoty i
sam zawraca do domu po kilku minutach..., filmy oglądam, przez ostatnie 4
dni chyba z 6 obejrzałam :D A we wtorek odwiedziła mnie
A. Fajnie było, pogadałyśmy, jak za starych dobrych czasów. Wczoraj poszłam z
M.
na jagody... Pierwszy i ostatni raz chyba :D 8 godzin upału w
połączeniu z komarami, mrówkami i innymi insektami nie należy do
najprzyjemniejszych ;) Ale co nazbierałam, to moje :) Miałam już się do
nich nie dotykać, mama chciała pierogi zrobić, ale już dzisiaj się
odechciało i skończyło się jak zwykle, czyt. JA musiałam zrobić
naleśniki (początkowo była mowa tylko o rozrobieniu ciasta, jednak
złudne były moje nadzieje, iż taki będzie finał, albowiem później
okazało się, że owe naleśniki od A do Z musiałam sama zrobić, a
wcześniej jeszcze przebrać jagody i stworzyć smarowidło... Myślałam, że
skonam z tej gorączki w kuchni, ale się nie poddałam i wszystko się
udało :) Mniam, mniam :P
A teraz tak z innej beczki. Konkretnie z tej z
P.
Bo tak myślę, myślę i nie wiem w końcu nic. Bo On taki dobry, taki miły
jest. Teraz to nawet sam się odzywa od czasu do czasu. A jak ja
napiszę, to odpisuje, że się cieszy, że fajna osoba napisała wreszcie.
Albo ostatnio na wiadomość, że ćwiczę w odpowiedzi przeczytałam, że po
co, przecież i tak ładnie wyglądam... No nie wiem, nie wiem, coś mi tu
nie pasuje... co myślicie?
POZDRAWIAM UPALNIE,
Wasza Kokosowa
Specjalne pozdrowienia dla Martusi z Tosinkowa, bo to dzięki Niej
wzięłam się za siebie i coś tu skrobnęłam. Teraz Kochana czekaj na
wypociny literackie, mam nadzieję w niedalekiej przyszłości się pojawią
:) Buziaki :***