pora już późna, ale tak mnie natchnęło, by coś tu napisać, a przecież obiecałam się odezwać po powrocie ze stolicy.
Wróciłam, cała i zdrowa, niezupełnie zadowolona, (czyt. pogoda), ale można na to przymknąć oko, bo czwartkowy koncert na Starówce w wykonaniu Litwinki i Niemca powalił na kolana, a poza tym poznałam pewnego Niedźwiedzia, który to ofiarował mi swą skórzaną kurtkę, gdy moja siostra stwierdziła, że już zimno co nieco jest. Nie powiem, miłe to było:)
Miałam się wybrać do M. i do A., ale jak zwykle zabrakło czasu. Nie lubię tego. Muszę się i z jedną i z drugą umówić w tym tygodniu.
Za 2 miesiące wesele M. i K., a ja znowu mam ten sam problem... nie mam z kim iść :/ Chciałam iść z P., ale On ma zamiar jechać do Belgii, przecież nie będzie specjalnie dla mnie przyjeżdżał... W ogóle to miałam wczoraj nadzieję, że się zobaczymy, a on się nawet nie odezwał :( Niby to nic takiego, jak dziewczyna robi pierwszy krok, ale ile można. Chciałabym, żeby On też wyszedł z jakąś inicjatywą, a nie tylko ja. Ech, zawsze to samo... Nic już nie wiem. Chciałabym się z nim spotkać, porozmawiać, zapytać o to wesele, zobaczymy co z tego wyjdzie, jeszcze mam jakąś nadzieję malutką, że może jednak się uda. Tylko On musi się odezwać, nie chcę, żeby myślał, że się narzucam.
A na koniec cudowna wiadomość z frontu olimpijskiego : Polacy pokonali w pięknym stylu drużynę włoską w pierwszym meczu! Oby tak dalej, Chłopcy! DZIĘ-KU-JE-MY!
I takim sposobem z wczoraj zrobiło się już dzisiaj, więc najwyższa pora iść spać :) Może mi się przyśni coś ładnego i jakiś pomysł na wyjaśnienie niewiadomej z P.
Dobrej nocki i kolorowych snów,
Wasza Kokosowa :***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz