poniedziałek, 13 czerwca 2011

Raport z oblężonego miasta

Od czego by tu zacząć <myśli>

Cały dzień minął nie wiadomo kiedy. Wstałam rano i od razu trzeba było się szykować, bo chciałam zawieźć podania do szkół (osobiście, bo wysyłanie mailem nie robi na nikim wrażenia, a niby XXI wiek mamy... ) Kiedy się wyszykowałam i przygotowałam potrzebne świstki tata odwiózł mnie na autobus. Do miasta dotarłam po 20 minutach (strasznie się ślimaczył kierowca :D, a w dodatku była kontrola biletów, na szczęście swojego nie zgubiłam, a i to potrafię). Musiałam jeszcze wydrukować cv, bo moja drukarka ostatnio odmawia posłuszeństwa :/ i przyznam szczerze, że większego ździerstwa nie widziałam, 4,8 zł za 4 cv, w Białym płaciłam 2, ale to szczegół. Zaniosłam wszędzie, gdzie zanieść miałam, oczywiście tylko włożyli do teczki i na tym się zakończyło. Wszystkiemu winien niż demograficzny i w ogóle dyrektorzy boją się o pracujących nauczycieli, łatają im etaty, jak mogą. Także na pracę w szkolnictwie w najbliższym czasie nie mam co liczyć...

Potem poszłam jeszcze do urzędu pracy, ale nie mogłam się zarejestrować, bo świadectwo ukończenia szkoły leży jeszcze w dziekanacie, obrona pojutrze, więc dyplom ukończenia studiów dostanę, jak dobrze pójdzie po 15 lipca.
Oprócz tego zrobiłam małe zakupy, a później udałam się na dworzec. Na szczęście spotkałam koleżankę, pogadałyśmy trochę i nie nudziło mi się czekanie.
Wróciłam do domu, posiedziałam jakieś 2 godziny i znowu w drogę... Pojechałam z mamą do kosmetyczki, co by mi zrobiła ładne pazurki na środę i wróciłam niedawno z pięknym frenchem ;p
Do magisterki nie miałam okazji jeszcze dzisiaj zajrzeć, więc najwyższy czas ;)
Ale się rozpisałam.. w końcu jestem w stanie zrobić wszystko, żeby tylko się nie uczyć :D
Miłego wieczorku,
Wasza Kokosowa :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz