niedziela, 23 grudnia 2012

Wesołych Świąt!


Jutro Wigilia, czas rodzinnych spotkań, oczekiwania na narodzenie Jezusa, radosny czas.
Na te piękne święta pragnę Wam Kochani złożyć najserdeczniejsze życzenia,
Aby nowonarodzony Jezus obdarzył Was pełnią swych łask,
Dał Wam spokój i pomyślność w Nowym Roku,
Żebyście te święta przeżyli w cudownej atmosferze pełnej ciepła i miłości,
A ponadto życzę Wam zdrowia, szczęścia i spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń!
Szalonej zabawy sylwestrowej i do siego roku 2013!
Buziaki :***
Wasza Kokosowa

czwartek, 29 listopada 2012

Akwamaryna


Oj dawno mnie nie było... Cóż, czas leci jak szalony, ani się obejrzę, a tu już kolejny tydzień za mną. Od ostatniego wpisu sporo się wydarzyło. Utrzymuję kontakt z T. (kolega, o którym wspomniałam w poprzedniej notce). Nawet kilka razy rozmawialiśmy na żywo (przez telefon na razie;)) ale to i tak sukces zważywszy na to, że znamy się już 3,5 roku... Lubię go. Taki pozytywny człowiek, zawsze mi poprawia humor.
A P. się nie odzywa. Nie wiem, co mam myśleć. Czy wyjechał, czy po prostu nie chce. Pisałam do niego, wiadomość dostarczona, ale znaku życia nie dał, no cóż, narzucać się nie będę. Jak zechce, sam się odezwie. W końcu to jemu też powinno zależeć.
Zaczęłam studia. Z półtoramiesięcznym opóźnieniem, które przemilczę. Ważne, że coś ruszyło. Jutro kolejny (2) zjazd. Tyle, że tym razem wcale nie mam ochoty tam jechać. A to za sprawą wspomnianej w tytule Akwamaryny. Otóż od zeszłej środy niewyraźnie się czuję. Najpierw bolało gardło i mięśnie, do  tego stopnia, że ciężko mi było chodzić. Jak już przeszło, to rzuciło się na nos, jednego dnia lało się jak z kranu, by kolejnego uniemożliwić mi swobodne oddychanie. Teraz od 3 dni mam taką chrypę, że prawie nie mówię. Nie dam rady :( Nie wiem, jak poprowadzę jutro lekcje. Dzisiaj byłam cały dzień w domu (jak dobrze mieć wolne czwartki :)) Niestety mało to pomogło, choć starałam się jak mogłam (była inhalacja, syrop z cebuli kilka(naście) razy dziennie, tabletki i specyfiki na przeziębienie i grypę), a ja dalej skrzeczę i skrzypię jak stara szafa :/ A Akwamaryna dlatego, że dzisiaj napisałam o tym, że straciłam głos do T., a on stwierdził, że może zamieniam się w syrenę, a ryby przecież głosu nie mają :D Uwielbiam to jego poczucie humoru :)
Z przyjemniejszych rzeczy, w ciągu tego miesiąca byłam z dziećmi na konkursie piosenki (jako słuchacz), nadrobiłam zaległości filmowe (jakieś 5 tytułów), miałam imieniny :D i kupiłam książkę "Trzy metry nad niebem" ♥ (film już dawno obejrzałam, tak mi się spodobał, że musiałam przeczytać tę historię:)) i czytam ;)
Dzisiaj wigilia św. Andrzeja, wypadałoby powróżyć, ale nie wiem, czy mam tyle siły i chęci :D (we wróżby nie wierzę, ale tak aby tradycji stało się zadość ;) )
Trochę zamotana notka, ale to przez średnie samopoczucie. Będę tu częściej, obiecuję, niech tylko wydobrzeję i te wstrętne zarazki sobie pójdą ode mnie.
Już dziś życzę Wam miłego weekendu, buziaki :******
Wasza Akwamaryna Kokosowa

sobota, 27 października 2012

Pada śnieg, pada śnieg...


od rana dziś :/ zimno jak nie wiem. Nie lubię takiej pogody. Wczoraj miałam na studia jechać. Autobusem. Na szczęście okazało się, że koleżanka z pracy jedzie samochodem. Miała mnie zabrać, tyle, że ok 30 minut przed wyjściem z domu zadzwonił telefon, a w słuchawce usłyszałam przemiły głos pani z dziekanatu, która poinformowała mnie, co następuje : " zajęcia odwołane, gdyż wykładowca się rozchorował i nie da rady ich poprowadzić". Dobrze, że miałam jechać tym samochodem, bo w przeciwnym razie, już bym siedziała od dobrych kilkunastu minut w autobusie. Wtedy poziom mojego niezadowolenia z zaistniałej sytuacji sięgnąłby chyba zenitu. Patrząc na dzisiejszą pogodę cieszę się z tego faktu niezmiernie :)
Popisałam wczoraj trochę z P. okazało się, że wyjeżdża do Belgii :( i znów mi się humor popsuł. Ale przecież nie może być za dobrze, tak? No to właśnie nie będzie. Dlaczego zawsze ja? Dlaczego przegrać mam?
Poza tym odezwał się kolega. Z samego rana. A potem po północy. Przegadaliśmy 2 godziny... trochę mi się poprawił nastrój, ale dziś znów jest jakoś tak dziwnie... Niech mnie ktoś wreszcie pokocha, niech mnie przytuli! Podobno każda miłość przychodzi w porę, ale... Ile można czekać? Mam wrażenie, że nigdy się nie doczekam :((.
Siedzę teraz i układam poprawkowy sprawdzian :/ a jeszcze kartkówka do sprawdzenia czeka. Nie chce mi się! Słucham muzyki, wszystko po kolei, co mi jutjub zaserwuje. Większość o miłości. Łapię coraz większego doła. Nic mnie nie cieszy. Co z tego, że mam pracę. Nie mam miłości, a bez miłości człowiek jest niczym... 
I znowu smutna notka :/ Pewnie teraz tak już będzie...

Kokosowa

niedziela, 21 października 2012

I hate days like...


this. Dawno mnie nie było, wybaczcie, ale wena mnie opuściła. Chciałam opisać wesele M. i K., spotkanie z P., i wiele innych ciekawych rzeczy, ale nie mogłam się zebrać w sobie, więc teraz będzie skrótowo o wszystkim po trochu z ostatnich 3 tygodni.
Najpierw wesele. Pojechaliśmy samochodem (a nie jak było wcześniej planowane autokarem z innymi). Ślub był w pięknej bazylice, wzruszyłam się, jak zobaczyłam Ich takich uśmiechniętych idących do ołtarza, przepiękna chwila. Potem wesele - super! Wybawiłam się jak nigdy, a to dzięki M., K., D., A., P., P., B., E., Ł., M. Parkiet był nasz do białego rana! Niestety z powrotem były problemy, gdyż nasza maszyna odmówiła posłuszeństwa i musieliśmy wracać autokarem (a nad nią dalej głowią się specjaliści...) W tym miejscu ogromne dzięki za świetną zabawę! :********** ♥
Po weselu powrót do szarej rzeczywistości - praca, praca, praca. Bardzo się staram, choć nie wszyscy to doceniają, ale mówi się trudno, sama świata nie zbawię.
W weekend widziałam się z P., chciał mnie gdzieś zabrać, ale przekonałam Go, żebyśmy posiedzieli u mnie. Było miło, porozmawialiśmy, obejrzeliśmy "Wybacz, ale będę Ci mówiła Skarbie" (chciałabym tak mówić, ale nie wiem, czy to kiedykolwiek nastąpi...)
Wolne dni szybko minęły i znowu trzeba było wracać do pracy. W piątek miałam jechać na zjazd i szkolenie, przenocować u M. i w sobotę wieczorem po zajęciach P. miał przyjechać i odwieźć mnie do domu. Jednak nic z tych planów nie wyszło. Zjazd odwołany, bo podobno wykładowcom termin nie pasował(?), a prowadząca szkolenie się rozchorowała. Na zjazd jadę w tym tygodniu, mam nadzieję, że tym razem się odbędzie. Tym sposobem weekend był nudny, nie spotkałam się z P., choć taki był plan. W ogóle teraz On się nie odzywa, a ja nie wiem dlaczego. Nie chcę za każdym razem pierwsza zaczynać rozmowy, bo wyjdzie na to, że się narzucam.
Ostatni tydzień w pracy upłynął pod znakiem uroczystości szkolnych. Najpierw DEN, przyjemna uroczystość, po raz pierwszy dostałam kwiaty, a nie dawałam ich innym nauczycielom, miłe uczucie :). We wtorek było ślubowanie I kl. gimnazjum. Potem już tylko środa, było mało osób w szkole, bo prawie całe gimnazjum pojechało na wycieczkę do stolicy. A jak to mówią "środa minie, tydzień zginie". U mnie sprawdza się doskonale, gdyż czwartki mam wolne :) Piątek to dzień sprawdzania wiedzy uczniów w formie pisemnej, if You know, what I mean ;).
I nastał kolejny weekend, z którym wiązałam wielkie nadzieje na towarzyskie spotkania, imprezy itp. Niestety, wyszło jak zwykle. Wczoraj cały dzień sprzątałam, wieczorem nie dałam rady ruszyć ręką ani nogą, ale z efektu jestem zadowolona. Ciekawe tylko na jak długo ten efekt pozostanie :D. A do dnia dzisiejszego nawiązuje tytuł notki, było nudno, smutno, bo gdzie się nie obejrzę, widzę jakieś zakochane pary, buziaczki, serduszka, a ja wiecznie sama. Wszyscy dookoła pytają, dlaczego nie mam chłopaka, a ja nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Przecież tak bardzo chcę kogoś mieć, kochać, miłością bezgraniczną, do końca świata i jeden dzień dłużej, ale nie ma nikogo takiego. Każdy traktuje mnie co najwyżej jak koleżankę. Codziennie myślę o tym, co mają dziewczyny, które są w związkach, a czego mi brakuje? Naprawdę nie wiem :/ To tak strasznie boli. Z każdym dniem coraz bardziej. I nigdy nie przestanie. :(

Konia z rzędem temu, kto dotrwał do końca tej chaotycznej notki.

Kokosowa :((

niedziela, 23 września 2012

Jesień...


... przyszła jak co roku. Na razie zimna i wietrzna, ale mam nadzieję, że pokaże nam jeszcze swoje piękne złote oblicze, bo takie lubię najbardziej. Kiedyś nawet napisałam o tym wiersz. Jest też jeszcze jeden o jesiennej tematyce, ale dodam go innym razem, nie można mieć wszystkiego od razu, prawda?
Pracuję... już 3 tygodnie :) Ale ten czas szybko mija! Dużo się dzieje w szkole, nie mam czasu na nudę. Lubię to, co robię, a to najważniejsze wg mnie. Uczniowie chyba też mnie darzą sympatią, choć zdaję sobie sprawę, że niektórzy niedługo przestaną ;)
W sobotę jadę na wesele do siostry ciotecznej. Niestety bez P. A tak bardzo chciałam być tam z Nim. On też. Cóż, wyszło, jak zawsze. W dodatku od tygodnia jestem przeziębiona. Nic nie pomaga i obawiam się, że będę wyglądać jak Rudolf, co średnio mi się podoba, pomimo całej sympatii do niego.
Trochę chaotyczna notka, ale późno już i chciałam tylko dać znać, że jestem :)
Wasza Kokosowa :*

środa, 29 sierpnia 2012

Od nowa...


od nowa,
od nowa już dziś,
zaczynam od nowa!

Dostałam pracę. Taką, jaką chciałam. Zaczynam od poniedziałku. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było tak, jak chcę, żeby było.
Kokosowa :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Jak ktoś ma pecha...

... to już mu nic nie pomoże. Miało być tak pięknie, wszystko dogadane. I co? I wczoraj wieczorem dowiaduję się, że ze wspólnego wesela nici, bo P. miał wypadek i ma nogę w gipsie. Pytam tylko dlaczego zawsze mnie takie coś spotyka? Co ja takiego zrobiłam? Zostało 40 dni i ja zostałam sama bez szans na zmianę sytuacji. Będzie tak, że wesele siostry ciotecznej spędzę w domu :( Wczoraj pół wieczoru przepłakałam. Ale już nic na to nie poradzę. Widocznie tak miało być. Czy u mnie nie może być w końcu normalnie?

Kokosowa :(

piątek, 10 sierpnia 2012

Spróbuj...


uczynić gest, nim uwierzysz, że nic nie warto robić...
Nic, naprawdę nic nie pomoże, jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości!
Moja i Twoja nadzieja uczyni realnym krok w chmurach,
Moja i Twoja nadzieja pozwoli uwierzyć dziś w cuda!

Zróbmy to dla Niego Bartuś
( http://gamonie.com) tu znajdziesz historię Bartka
Wasza Kokosowa

poniedziałek, 30 lipca 2012

Był sobie konkurs...


... na pewnym bardzo znanym portalu bardzo znanej drogerii :) Jestem jej fanką, konto założyłam już dość dawno, miało się przydać w konkursach, poradach itp. Kilka razy brałam udział w różnych potyczkach, ale poza rabatem na tusz do rzęs, nic nie wygrałam. Niedawno sobie przypomniałam o tym koncie, jako że, gdy przez długi czas nic nie wychodziło z tego mojego konkursowania, zwolniłam. Stwierdziłam, że co ma być to będzie. Wysłałam zgłoszenie na jeden konkurs i czekałam. Nie udało się. Później zobaczyłam, że jest jeszcze inny, w którym też można wygrać książkę. Zadanie polegało na tym, aby opisać, ile jestem w stanie poświęcić, aby osiągnąć cel. Pomyślałam, że nic nie tracę. Skleiłam kilka zdań i wysłałam zgłoszenie. Ze względu na to, że nigdy nie wygrywałam, nie liczyłam na zbyt wiele. Dzisiaj było ogłoszenie wyników. Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród 20. nagrodzonych spośród 2305 osób znalazłam swoje nazwisko! Pierwszy raz ktoś mnie tak docenił, miłe to :) Dzięki temu trochę bardziej uwierzyłam w siebie i w to, że jednak mogę coś osiągnąć. Książkę "Serce tygrysicy" mam otrzymać pocztą, cieszę się bardzo, bo czytać lubię, a jeszcze bardziej będę się cieszyć, jeśli uda mi się ją dostać w czwartek, będzie świetny prezent urodzinowy :))
Pozdrawiam,
Wasza Kokosowa :***

O wszystkim....


Witajcie,
pora już późna, ale tak mnie natchnęło, by coś tu napisać, a przecież obiecałam się odezwać po powrocie ze stolicy.
Wróciłam, cała i zdrowa, niezupełnie zadowolona,  (czyt. pogoda), ale można na to przymknąć oko, bo czwartkowy koncert na Starówce w wykonaniu Litwinki i Niemca powalił na kolana, a poza tym poznałam pewnego Niedźwiedzia, który to ofiarował mi swą skórzaną kurtkę, gdy moja siostra stwierdziła, że już zimno co nieco jest. Nie powiem, miłe to było:)
Miałam się wybrać do M. i do A., ale jak zwykle zabrakło czasu. Nie lubię tego. Muszę się i z jedną i z drugą umówić w tym tygodniu.
Za 2 miesiące wesele M. i K., a ja znowu mam ten sam problem... nie mam z kim iść :/ Chciałam iść z P., ale On ma zamiar jechać do Belgii, przecież nie będzie specjalnie dla mnie przyjeżdżał... W ogóle to miałam wczoraj nadzieję, że się zobaczymy, a on się nawet nie odezwał :( Niby to nic takiego, jak dziewczyna robi pierwszy krok, ale ile można. Chciałabym, żeby On też wyszedł z jakąś inicjatywą, a nie tylko ja. Ech, zawsze to samo... Nic już nie wiem. Chciałabym się z nim spotkać, porozmawiać, zapytać o to wesele, zobaczymy co z tego wyjdzie, jeszcze mam jakąś nadzieję malutką, że może jednak się uda. Tylko On musi się odezwać, nie chcę, żeby myślał, że się narzucam.
A na koniec cudowna wiadomość z frontu olimpijskiego : Polacy pokonali w pięknym stylu drużynę włoską w pierwszym meczu! Oby tak dalej, Chłopcy! DZIĘ-KU-JE-MY!
I takim sposobem z wczoraj zrobiło się już dzisiaj, więc najwyższa pora iść spać :) Może mi się przyśni coś ładnego i jakiś pomysł na wyjaśnienie niewiadomej z P.
Dobrej nocki i kolorowych snów,
Wasza Kokosowa :***

poniedziałek, 16 lipca 2012

Nocą...


Zawalczyłam i udało się :) tylko moja siostra o tym wie ;) ale czasem trzeba mieć swoje małe tajemnice. W każdym razie w sobotę pod osłoną nocy w 1,5 h zwiedziłam chyba pół powiatu :D Fajnieee było! A najważniejsze, że z Nim :)
Jutro wybywam do stolicy. Zażyć wielkiego świata. Powłóczyć się po starówce, odwiedzić niepoznane jeszcze zakątki, wypić wielką kawę w Coffee Heaven (ona jest taaaakaaa pyyyysznaaa :P). Wrócę z naładowanymi akumulatorami na weekend. Kto wie, może będzie powtórka z soboty?
Do napisania po powrocie, ściskam mocno, trzymajcie kciuki za pogodę.
Buźka, Wasza Kokosowa :***

piątek, 13 lipca 2012

Trzynastego...


"Dam Ci wszystko czego chcesz,
Tylko zostań tu,
I siądź, i bądź,
Nie odchodź już na krok,
Przy mnie bądź.

Tak to ja - Twój cel i sens,
Początek Twój i kres,
Twój szach i mat,
Twój cały świat"
"Przekonam Cię, że już beze mnie nie potrafisz żyć,
Przekonam Cię, że każde jutro ze mną lepsze jest" !
Może dzisiaj warto zacząć walczyć? W końcu w piątek trzynastego wszystko zdarzyć się może! Spróbuję, a co mi szkodzi :)
Pozdrawiam,
Wasza Kokosowa :)

poniedziałek, 9 lipca 2012

11 pytań


Martusia zaprosiła, więc odpowiadam :) Trochę późno, ale jak to mówią, lepiej późno, niż wcale :p

1. lody śmietankowe,
2. kuchnia włoska,
3. spodnie, aczkolwiek, jak trzeba to i spódnica jest ;)
4. kawa i pogaduchy, ale coraz częściej chciałoby się, coby się to kino z Nim ziściło...
5. jest wieś, może kiedyś będzie miasto,
6. róże :),
7. książka,
8. własny biznes,
9. morze, od zawsze mi się marzy,
10. wesoła grubaska,
11. płacz w samotności.

A moje :
1. wiosna czy jesień?
2. laptop czy PC?
3. włosy długie czy krótkie?
4. cappuccino czy latte?
5. złoto żółte czy białe?
6. rower czy basen?
7. wakacje w Polsce czy za granicą?
8. angielski czy rosyjski?
9. kłótnia czy ciche dni?
10. Sylwia Grzeszczak czy Ewa Farna?
11. pamiętnik na papierze czy blog?
Typować nie będę, bo zabawa trwa już długo, jak ktoś zajrzy i będzie miał czas i chęć, niech odpowie :)
Pozdrawiam, Wasza Kokosowa :) :***

piątek, 6 lipca 2012

Upał, upał i....


upał ( cóż za różnorodność) :P Jeszcze żyję, chociaż momentami już nie daję rady. Okna wszystkie na oścież pootwierane, wiatraki nie nadążają, zimna woda się strumieniami leje, a sytuacja ani trochę się nie poddaje, wręcz wymyka się spod kontroli.
Ale od początku, bowiem miałam zrelacjonować wesele A. i K. Poszłam jednak z P., zgodził się i to z wielką chęcią, ku mojej równie wielkiej uciesze i spokojowi ducha :) Także już 2 wesela za nami :D Było super, oczywiście głównie za sprawą ludzi, wszak wiadomo, że nie ważne gdzie, nie ważne jak, nie ważne kiedy, najważniejsze : Z KIM. Sprawdziło się po raz kolejny, Wybawiłam się, że ho ho, P. z resztą też :)) I tu wielkie podziękowania A. i K., to wszystko dzięki Nim :)
A w niedzielę przyjechali M. i K. i zaprosili na wesele, moje już 4 będzie w tym roku :D może też z P. pójdę, fajnie by było ;)
Tydzień po weselu był koniec roku szkolnego, a wraz z nim koniec mojego stażu. Trochę szkoda, bo się do dzieciaczków przyzwyczaiłam, ale cóż, takie jest życie. Coś się kończy, coś zaczyna. Zobaczymy, co się zacznie...
Przez te upały straciłam chęć do czegokolwiek. Nie mam siły na nic, one mnie wykańczają. Dla rozrywki sprzątam (ciężko :P),  chodzę z psem na spacery, bardzo krótkie, bo nawet on nie może znieść tej duchoty i sam zawraca do domu po kilku minutach..., filmy oglądam, przez ostatnie 4 dni chyba z 6 obejrzałam :D A we wtorek odwiedziła mnie A. Fajnie było, pogadałyśmy, jak za starych dobrych czasów. Wczoraj poszłam z M. na jagody... Pierwszy i ostatni raz chyba :D 8 godzin upału w połączeniu z komarami, mrówkami i innymi insektami nie należy do najprzyjemniejszych ;) Ale co nazbierałam, to moje :) Miałam już się do nich nie dotykać, mama chciała pierogi zrobić, ale już dzisiaj się odechciało i skończyło się jak zwykle, czyt. JA musiałam zrobić naleśniki (początkowo była mowa tylko o rozrobieniu ciasta, jednak złudne były moje nadzieje, iż taki będzie finał, albowiem później okazało się, że owe naleśniki od A do Z musiałam sama zrobić, a wcześniej jeszcze przebrać jagody i stworzyć smarowidło... Myślałam, że skonam z tej gorączki w kuchni, ale się nie poddałam i wszystko się udało :) Mniam, mniam :P
A teraz tak z innej beczki. Konkretnie z tej z P. Bo tak myślę, myślę i nie wiem w końcu nic. Bo On taki dobry, taki miły jest. Teraz to nawet sam się odzywa od czasu do czasu. A jak ja napiszę, to odpisuje, że się cieszy, że fajna osoba napisała wreszcie. Albo ostatnio na wiadomość, że ćwiczę w odpowiedzi przeczytałam, że po co, przecież i tak ładnie wyglądam... No nie wiem, nie wiem, coś mi tu nie pasuje... co myślicie?

POZDRAWIAM UPALNIE,
Wasza Kokosowa
Specjalne pozdrowienia dla Martusi z Tosinkowa, bo to dzięki Niej wzięłam się za siebie i coś tu skrobnęłam. Teraz Kochana czekaj na wypociny literackie, mam nadzieję w niedalekiej przyszłości się pojawią :) Buziaki :***

czwartek, 14 czerwca 2012

Zawsze coś, zawsze ktoś...

Czy u mnie nigdy nie może być normalnie? Zawsze coś w ostatniej chwili doszczętnie rujnuje wszystkie plany... niech to szlag!
Pisałam w ostatniej notce, że za 2 tygodnie mam wesele u koleżanki (teraz to już właściwie za 8 dni i kilkanaście godzin). U brata ciotecznego byłam z P., teraz miałam iść z D. (mój brat cioteczny), a przed kilkoma minutami dowiedziałam się, że D. w poniedziałek po weselu ma egzamin i nie może iść...
Koleżance już 2 tygodnie temu potwierdziłam, że będę z kimś, a teraz co? Nie wiem, co robić, nienawidzę takich sytuacji. Mogłabym iść z P., ale on się nie odzywa, a mi trochę głupio tak pisać, pytać, czy pójdzie ze mną znowu, a wtedy nic nie wspomniałam, bo byłam pewna, że D. pójdzie...
W sobotę ma przyjechać B., jemu mówiłam o tym weselu i o tym z kim idę, powiedział, że jakby mógł to by poszedł.
Jednak teraz obawiam się, że ani P., ani B. się nie zgodzi, bo tak w ostatniej chwili żaden nie dostanie wolnego na sobotę :/
Teraz jestem między młotem a kowadłem, takie to życie singielki, nawet na wesele nie ma z kim iść :(
Będzie tak, że zostanę w domu i już. Tylko A. byłoby przykro.

Kokosowa ;/

sobota, 9 czerwca 2012

Wielki come back Kokosowej

Dawno, dawno temu coś tu naskrobałam. Wypadałoby podzielić się świeższymi informacjami, napiszę tylko te najważniejsze. Przepraszam za tak długą nieobecność, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale Was odwiedzam regularnie.
Po pierwsze primo- od lutego mam staż w przedszkolu jako pomoc. Dzieciaczki 3-5 lat, bardzo fajna praca, szkoda, że tylko do końca czerwca. Później nie wiadomo, co będzie...
Po drugie - z M. to już przeszłość. Próbował coś tłumaczyć, chciał przyjechać, ale na nowo zaczął kręcić, więc to nie miało żadnej racji bytu. I bardzo dobrze. I dla mnie i dla niego.
Po trzecie i chyba najważniejsze ze wszystkiego, 21 maja zdałam prawo jazdy! wczoraj odebrałam. Jutro planuję pierwszą jazdę :)
Po czwarte- tydzień temu byłam na weselu mojego brata ciotecznego - Ł. Było świetnie, tylko dzięki towarzystwu : E. ♥, Ł. ♥, P. (poznałam dzień przed weselem, poszliśmy razem, bawiłam się do białego rana, dostałam kosz pięknych kolorowych róż, które do tej pory stoją na stole i pachną :) ), P. (mojej siostrze), B. (chłopakowi P.), mojej A. (siostrze ciotecznej). Dzięki Wam wszystkim i każdemu z osobna! Chcę więcej imprez w takim składzie! :******
Po piąte - za 2 tygodnie mam wesele u koleżanki. Mam zamiar bawić się równie świetnie, jak u Ł. i E. :) a jak będzie dowiecie się po wszystkim ;)
Pozdrawiam słonecznie i lecę do Was. Niebawem nowa notka, mam nadzieję, że chęci nie zabraknie :*************
Wasza Kokosowa :)

sobota, 28 stycznia 2012

W jednej chwili zawalił się świat


Witajcie Kochane, na początek życzę Wam wszystkiego najcudowniejszego w Nowym Roku i przepraszam za tak długą nieobecność.
A teraz opowiem Wam, co u mnie się przez ten czas wydarzyło.
Końcówka roku była całkiem miła, liczyłam na długo wyczekiwane spotkanie z bardzo ważną osobą, o której wspominałam już w pierwszych notkach na tym blogu. Wierzyłam, że jest inny niż wszyscy, że mogę mu zaufać. Niestety okazało się inaczej. Nie przyjechał, stwierdził, że nie ma za co kupić biletu. Uwierzyłam, przecież każdy może mieć czasem pusto w kieszeni. Myślałam, że sytuacja zmieni się po nowym roku. Dostałam zaproszenie na ślub i wesele koleżanki, z którą przez 4 lata mieszkałam w jednym pokoju na stancji, a na studiach byłyśmy w jednej grupie. Ucieszyłam się ogromnie, od razu powiedziałam o tym M. Chciałam, żeby był tam ze mną. Zgodził się bez wahania, powiedział mi nawet, że będziemy najpiękniejszą parą (no może drugą, zaraz po N. i S. - gwiazdach tego wieczoru). Przez kilka dni kontakt nasz był sporadyczny, co mi się nie bardzo podobało, gdyż uwielbiam z Nim rozmawiać, słysząc Jego głos, po prostu się rozpływam...
Jakież było moje zdziwienie, gdy któregoś wieczoru, jak zwykle rozmawialiśmy przez telefon i dowiedziałam się, że złamał nogę. Wszystkie plany szlag trafił. Po raz kolejny miałam przed oczami samotny wyjazd na wesele (nie mogłam zrobić świństwa mojej kochanej N. i się nie zjawić), postanowiłam, że co by się nie działo, będę w tym dniu razem z Nią.
W zanadrzu miałam jeszcze przyjaciela, pomyślałam, że warto zapytać, być może poszedłby ze mną. Zgodził się. Niestety wieczorem zapytał, czy może to jeszcze przemyśleć do następnego dnia. Dałam mu czas, w końcu to musiała być jego decyzja, nie chciałam go do niczego zmuszać, nakazywać, że ma ze mną iść. Rano otrzymałam wiadomość, że jednak nie może ze mną iść (to było 2 dni przed weselem), nie podał żadnego powodu, ba, nawet zablokował swoje dane na skype, żebym nie wiedziała, kiedy jest przy komputerze... Stracił wiele w moich oczach. Przyjaciele się tak nie zachowują... Na dodatek w czasie mszy, na którą pojechałam sama, przysłał mi smsa, żebym mu wybaczyła, że nie ma go tam ze mną. Już 6 dni się nie odzywa. W sumie to bardzo dobrze, przekonałam się, jaki jest naprawdę.
Wesele było świetne, małe, kameralne przyjęcie, ale wybawiłam się za wszystkie czasy, mimo tego, że byłam sama i jedyną osobą, którą dobrze znałam była moja N. W tym miejscu chciałam Jej i S. z całego serca podziękować za zaproszenie i świetną zabawę, a przede wszystkim pogratulować i życzyć samych cudownych chwil na Nowej Wspólnej Drodze Życia :*:*:*
Martwiło mnie jednak milczenie M. Nie mieliśmy kontaktu od jakiegoś tygodnia. Ale z drugiej strony nie chciałam się narzucać, nie jesteśmy przecież parą, każdy ma prawo do prywatności, swojego życia, swoich znajomych. Trzy dni temu nie wytrzymałam i napisałam do Niego, krótko i zwięźle, że nie lubię niejasnych sytuacji i niech powie, dlaczego się w ogóle do mnie nie odzywa. To co mi odpisał zwaliło mnie z nóg, świat runął w jednej sekundzie. Przeczytałam "Mam raka, nie chciałem ci mieszać w głowie, nie możesz się wiązać z mężczyzną, który za rok albo dwa może umrzeć". Do tej pory nie umiem opanować łez, codziennie płaczę, w nocy nie mogę spać. Powiedziałam o tym mamie i siostrze, a one stwierdziły, że pewnie ściemnia, bo za dużo tych złych rzeczy na Niego spadło w tak krótkim czasie (w listopadzie pisał, że go napadli, okradli i pobili, w grudniu złamał nogę, a teraz to). Chciałabym wierzyć, że kłamie, ale uwierzyłam Jemu. Jest mi ciężko, nie potrafię się na niczym skupić, cały czas o tym wszystkim myślę... Boję się, że już nigdy nikogo nie znajdę, nikt mnie nie pokocha, nikomu nie zaufam i nie uwierzę, że zawsze będę sama. To uczucie jest okropne, ale przepełnia mnie do głębi i nic na to nie poradzę. Koleżanki próbują mnie pocieszać, ale szczerze mówiąc marnie im to wychodzi. Robię dobrą minę do złej gry, gdy jestem wśród ludzi staram się zachowywać się normalnie, uśmiecham się, ale gdy tylko jestem sama od razu łzy płyną po policzkach...
Zadaję sobie tylko jedno pytanie : DLACZEGO to mnie spotkało? DLACZEGO chociaż raz nie mogło być normalnie? DLACZEGO nie mogę być szczęśliwa?
Trzymajcie kciuki, żebym się wydostała z tego dołka, a właściwie MEGA DOŁA, bo czuję że będzie BARDZO ciężko ;(((

Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca :***