niedziela, 25 grudnia 2011
środa, 30 listopada 2011
:)
Poza tym nic ciekawego się nie dzieje. Wczoraj znalazłam stare kasety (!) Wróciły wspaniałe wspomnienia :)))
środa, 23 listopada 2011
Pracujący 67-latek, czyli o nowym pomyśle rządu, okiem Kokosowej
Przytłacza mnie już monotonia dnia codziennego, ciągle to samo, jestem jak zaprogramowany robot :/
Chciałabym już iść do pracy, ile można siedzieć w domu? Ale... u mnie nigdzie jej nie ma, a nawet jak jest, to moje papiery mają i nikt się nie odzywa. Dziwna polityka... szukają pracowników, a nie chcą zatrudnić, ba, nawet zawołać na rozmowę. Jednak z każdym dniem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Czesław Niemen miał rację śpiewając "Dziwny jest ten świat". Tylko wtedy ta dziwność polegała na czymś innym.
I krew mnie zalewa (to tylko moje zdanie), kiedy słyszę, że chcą wiek emerytalny przedłużyć do 67 lat i martwią się, że dla starszych ludzi nie ma pracy. A ja się pytam, dlaczego nikt nie pomyśli o tysiącach, setkach tysięcy młodych ludzi, którzy po studiach są skazani na siedzenie w domu, bo "stary" pracownik, który z powodzeniem mógłby już odejść na emeryturę za wszelką cenę pracuje. To jest nienormalne. I wyobraźcie sobie, jak taki dziadek siedzi w biurze, albo co gorsza wykonuje pracę fizyczną w jakimś zakładzie... albo babcia skacząca nad gromadką rozbrykanych maluchów w szkole lub grająca z nimi w piłkę. Osobiście sobie tego nie wyobrażam, mam nadzieję, że co niektórzy pójdą po rozum do głowy i sytuacja w porę zostanie opanowana.
Ogłoszenia o pracę wyglądają teraz mniej więcej tak : "20 latka z wyższym wykształceniem technicznym, znajomością obsługi maszyn takich i takich, biegle władającego pięcioma językami, dyspozycyjnego, z 25-letnim(!) stażem w zawodzie i statusem studenta - zatrudnię" Ręce opadają, jak się coś takiego czyta... tylko niestety nic nie można na to poradzić, bo jak przekonasz pracodawcę, że nadajesz się na oferowane stanowisko, skoro nie masz doświadczenia? Z drugiej strony od dawna zastanawiam się jak to jest, że każdy chce przyjąć młodą, doświadczoną osobę, ale nie wie, że te osoby nie mają szansy zdobyć doświadczenia, bo nikt nie chce zatrudniać "żółtodziobów".
W obecnej sytuacji naprawdę boję się, co będzie dalej.
A co Wy o tym myślicie?
Pozdrawiam, Wasza Kokosowa :***
czwartek, 27 października 2011
O wszystkim po trochu
Jeśli o te ostatnie chodzi to jest coraz lepiej, ku uciesze mojej i Pana J. :D Już się tak nie stresuję, jak tydzień temu. Po prostu wsiadam, ustawiam fotel, zapinam pasy, włączam silnik i witaj przygodo! :D
Druga sprawa, miniony weekend. Było przednio! Fajnie tak pobyć w domu tylko z koleżanką. Razem gotowałyśmy (uwielbiam to :)) ), śmiechom i rozmowom nie było końca. W niedzielę byłyśmy nawet na masażu, K. już któryś raz, ja pierwszy... W nocy nie mogłam spać, a w poniedziałek się ruszyć, bo tak mnie bolał kręgosłup, ale już jest w najlepszym porządku wszystko. Z innymi sprawami zdrowotnymi też :)
A to o czym wspomniałam na końcu poprzedniej notki przybiera na sile, z czego się cieszę, ale na razie jeszcze umiarkowanie. Nie chcę zapeszać, niech się toczy swoim rytmem. W końcu wszystko ma swój czas i miejsce, więc będę cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń, od czasu do czasu "kopnę na rozpęd" :D i może w końcu coś się zmieni na lepsze w tej kwestii :)
Jutro nareszcie przyjdzie sąsiadka na korepetycje, już się doczekać nie mogę, ostatnio się nie widziałyśmy i już mi brakuje tego :D
Pozdrawiam :****
piątek, 21 października 2011
Kokosowa za kierownicą i weekendowe plany :D
Instruktor fajny, nie denerwuje się (podziwiam, bo ja bym nie miała tyle cierpliwości na jego miejscu :P ), wszystko na spokojnie tłumaczy :) Pojeździłam po mieście 2 godzinki. Było w porządku, ale jednak trochę strachu, jak widziałam w lusterku samochody :D Dzisiaj też pośmigałam, więc pierwsze lody przełamane. Co prawda samochód 2 razy odmówił posłuszeństwa i zgasł ( wczoraj jakoś nie :D, ale jak się dowiedziałam pan instruktor wspomagał mnie tymi pedałami swoimi, a dzisiaj już nie, bo jak stwierdził "zaufał mi" :D ) Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej, muszę po prostu bardziej się wyluzować i pamiętać o wszystkim, bo na razie reaguję albo za wolno, albo za szybko. Ale przecież nie od razu Kraków zbudowano, więc myślę, że dam radę. Na koniec pan powiedział, że może i coś z tej mojej jazdy będzie, także tego się będę trzymać :)
A teraz idę trochę ogarnąć dom, bo wieczorem koleżanka przyjeżdża i zostaje na cały weekend, a że nikogo nie ma w domu to zapowiada się ciekawie ;) Odezwę się pewnie w poniedziałek, zdam relację z weekendu i kolejnej jazdy ;)
Miłego weekendu kochane, pozdrawiam :***
sobota, 15 października 2011
:)
I już połowa października za nami... Nie wiem, czy tylko mi ten czas ucieka, jak szalony? Ani się obejrzę, a już kolejny dzień mija.
Ostatnio nie byłam w najlepszym nastroju. Chyba dopadła mnie jakaś jesienna depresja. Nic mi się nie chciało, na nic nie miałam ochoty, mogłabym nawet nie wstawać z łóżka. Nie lubię takich dni :/ Wtedy ciężko mi wytrzymać nawet z samą sobą, ciągle narzekam, jestem niezadowolona, wydaje mi się, że wszyscy wokół mają lepiej, tylko mi się nic nie udaje i nie układa, jakbym chciała. To jest okropne! Postanowiłam z tym walczyć, tak nie może dłużej być.
Co prawda wielkich zmian nie ma, jeśli chodzi o pracę i życie osobiste, ale coś ruszyło do przodu :)
Od miesiąca przychodzi sąsiadka na korepetycje. Niby tylko 2 godziny tygodniowo, ale wtedy czuję, że żyję! Robię to, co lubię i co daje mi pozytywnego kopa na cały dzień, a chyba o to chodzi w życiu, prawda? :) Żeby tak jeszcze znalazło się dla mnie jakieś miejsce w szkole, choć kilka godzin, byłabym naprawdę szczęśliwa.
Poza tym zdecydowałam się, że pójdę na prawo jazdy :D Myślałam nad tym jeszcze przed osiemnastką, ale ciągle coś umykało, a teraz mam aż nadmiar wolnego czasu, trochę zaoszczędzonych funduszy, więc pomyślałam, że można połączyć przyjemne z pożytecznym i dobrze ulokować te pieniążki :) Muszę tylko odwiedzić okulistę i sprawdzić, jak się mają moje oczy. Jeśli wszystko będzie w porządku, to przed pierwszym śniegiem powinnam już śmigać :))
O innych sprawach napiszę trochę później, niech nabiorą odpowiedniego obrotu i mocy :D
Pozdrawiam słonecznie i lecę do Was :) :***
Kokosowa
niedziela, 2 października 2011
Na dobre i na złe
Pamiętasz, obiecałem Ci,że przyjdą dla nas lepsze dni.
Choć czasem w oczy tylko wiatr,
a nadzieja poszła spać.
Nie pytaj mnie, czy to ma sens,
podobno wszystko po coś jest.
Choć świat nie pokazuje kart,
jutro Tobie wygrać da.
Ref.: Więc nie mów mi, że sił już brak,
I wszystko jakby na złość, jest nie tak.
Przecież dobrze wiesz, na dobre i na złe, ktoś obok jest.
Więc nie mów mi, że znowu deszcz,
i wszystko jakby na złość, jest na nie.
Przecież dobrze wiesz, na dobre i na złe, masz obok mnie.
A gdyby tak, oszukać czas,
udawać, że nie dotknie nas.
Na życie znaleźć nowy plan,
w którym zaczniesz znów się smiać.
Złe chwile schowam gdzieś na dnie,
straconych szans zapomne smak.
Do tamtych wspomnień zgubię klucz,
żeby nie wróciły już.
Ref.: Więc nie mów mi, że sił już brak,
I wszystko jakby na złość, jest nie tak.
Przecież dobrze wiesz, na dobre i na złe, ktoś obok jest.
Więc nie mów mi, że znowu deszcz,
i wszystko jakby na złość, jest na nie.
Przecież dobrze wiesz, na dobre i na złe, masz obok mnie.
Chodzi za mną ta piosenka ostatnio. Taka głęboka, życiowa... chciałabym, żeby w końcu ten ktoś na dobre i na złe się znalazł...
Pozdrawiam, Kochane :*
poniedziałek, 5 września 2011
Wesele, hej wesele...
W sobotę Kokosowa szalała na weselu :D Było świetnie! Para młoda jak z obrazka, sala przepiękna, jedzenie pyszne, a przy muzyce nogi same rwały się do tańca, a gardła do śpiewania :))))
Wybawiłam się za wszystkie czasy, nogi bolą do tej pory, ale nie żałuję nawet minuty, było warto!
Jeszcze raz dziękuję Damianowi, Polci, Rafałowi i oczywiście Parze Młodej, Edycie i Pawłowi, bez których nie byłoby tego wesela!
A teraz całuję, pozdrawiam i uciekam na białą salę ;)
Wasza roztańczona Kokosowa :) :***
wtorek, 23 sierpnia 2011
Dawno...
Dni mkną, jak szalone, czas ucieka przez palce... Postaram się jednak częściej tu zaglądać i pisać, gdyż od wczoraj już nie pracuję... podobno przyczyną był brak miejsc, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć... Ale nie zamierzam tego roztrząsać. Trzeba żyć dalej. Już rozglądam się za czymś nowym, oby dość szybko znalazła się jakaś posadka :)
Poza tym na razie nic ciekawego się nie dzieje, marzenia urodzinowe się nie spełniają, więc szara rzeczywistość mnie otacza, nie mam siły i odwagi, by ją w końcu pokolorować...
Lecę do Was :)
Pozdrawiam słonecznie :*** Kokosowa
wtorek, 2 sierpnia 2011
24 lata...
Tak, tak, 24 lata temu, o godzinie 23 Kokosowa powitała ten świat swym donośnym pierwszym krzykiem. Przez cały ten czas kształtował się jej sposób bycia, postrzegania świata i charakter. Dziś może stwierdzić, że dużo się nauczyła, ale jeszcze więcej musi się dowiedzieć, wiele poznała, ale to wciąż nie wszystko... Czasami było ciężko (a nawet częściej, niż czasami, wiadomo przecież iż life is brutal and ful of zasadzkas i sometimes kopas w dupas), a niekiedy wszystko szło, jak po maśle... Dużo się wydarzyło, a jeszcze więcej może się zdarzyć...
Korzystając z okazji, składam tu sobie najlepsze życzenia, by poznać, co niepoznane, odkryć - nieodkryte, pokochać - niekochane, polubić - znienawidzone, by wreszcie spełnić marzenia, kochać i być kochaną, bo w tym cały sens istnienia oraz by nie zatracić prawdy o sobie i wiary we wszystkich i wszystko, pomimo wszystko. To by było na tyle.
Kokosowe pozdrowienia i szampan dla wszystkich, a co!
sobota, 23 lipca 2011
Zatrzymajcie ten świat....
sobota, 16 lipca 2011
Zaczynam od nowa
Wiem, wiem, dłuuugo mnie nie było, ale masa spraw się nazbierała...
Zacznę od początku, bo tak będzie najprościej.
Pisząc ostatniego posta nie miałam pojęcia, ile rzeczy wydarzy się w ciągu zaledwie kilku dni i jak diametralnie zmienią moje życie. Wtedy były nudy, siedzenie w domu. Tylko w poniedziałek pojechałam do Białego odebrać dyplom ukończenia studiów :), przy okazji pokibicowałam koleżankom, które tego dnia zdawały egzamin magisterski, nawiasem mówiąc wszystkie obroniły się na 5, jeszcze raz w tym miejscu gratulacje wszystkim paniom magister :)) Kiedy tak czekałam na dziewczyny dostałam telefon w sprawie pracy...
We wtorek o 11 musiałam być na miejscu, stresowałam się, jak przed jakimś egzaminem, ale jak się okazało, nie było tak źle, skoro na koniec główna pani dyrektor firmy powiedziała, że się sprawdziłam w czasie rozmowy i wita mnie w zespole. Wtedy cieszyłam się jak dziecko, kiedy dostaje zabawkę. Nie zraziło mnie nawet to, że następnego dnia miałam sie stawić w pracy na godzinę 8 rano.
Moje zadowolenie szybko jednak uciekło, kiedy przekonałam się na czym tak naprawdę ta praca polega i jak jest ciężka, w dodatku chciałam wyjść już o 16, bo myślałam, że system pracy jest ośmiogodzinny, jak w każdym biurze. Okazało się, że byłam w wielkim błędzie, musiałam siedzieć do 17. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że rano musiałam wstać o 5:15, bo o 6:45 miałam autobus..., a powrotny o 17:35, więc zanim dotarłam do domu, była 18. Wróciłam wykończona i zła na cały świat, stwierdziłam, że nigdy więcej tam nie pójdę, ale się przemogłam i rano znowu wyruszyłam do pracy, tym razem już samochodem ze znajomym. Jest ciężko, ale z każdym dniem radzę sobie coraz lepiej,nawet dziewczyny tak mówią, więc mam nadzieję, że niedługo będzie już całkiem dobrze, oby...
A dzisiaj w ramach odstresowania i "nagrody" pojechałam na zakupy :) Kupiłam materiał na sukienkę ( w sierpniu i wrześniu mam u koleżanek wesela), torebkę do pracy i długą spódnicę, także jestem bardzo zadowolona, bo rzadko kiedy zdarza się tak dobry dzień "zakupowy". Szkoda, że sobota już się kończy, została jeszcze niedziela i w poniedziałek znowu do pracy... a było tak wspaniale.. Jednak to prawda, że zaczynamy doceniać to, co mamy dopiero, kiedy to stracimy.
Ale się rozpisałam :D Jak ktoś przeczyta to do końca, to chyba będę musiała tę osobę jakoś nagrodzić :D
A tymczasem idę Was odwiedzić i pozdrawiam słonecznie,
Kokosowa :***
piątek, 8 lipca 2011
Słońce...
Obiecuję w ciągu kilku najbliższych dni napisać jakąś dłuższą notkę, na razie musicie się zadowolić tym zdaniem :)
Wasza Kokosowa :*
środa, 6 lipca 2011
Deszcz gubi ten kraj
Pozdrawiam, Kokosowa
wtorek, 28 czerwca 2011
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie...
U mnie, jak nie urok, to sami wiecie, co :P
Gardło już nie boli, ale nos żyć nie daje...
Szukam pracy, szukam i szukam i znaleźć nie mogę, byłam na rozmowie i na razie cisza... jak ja tego nie lubię :/
Kiedy w końcu się pojawi jakieś światełko w tunelu!
HELP, bo zwariuję!
Aaa, kupiłam dzisiaj podgrzewacze... KOKOSOWE, a jakby inaczej :D
Pozdrawiam :*
środa, 22 czerwca 2011
Angina :/
Dopadło mnie wstrętne choróbsko :/ Pogoda taka ładna, a ja muszę w domu siedzieć :( Gardło boli, głowa też... a to dopiero drugi dzień, nie wiem, co będzie dalej...
Pozdrawiam, Wasza zaanginiona Kokosowa
wtorek, 21 czerwca 2011
Fotorelacja :)
Kochane, wróciłam wczoraj, ale byłam tak zmęczona, że już nie miałam siły na pisanie notki. W ramach zadośćuczynienia dzisiaj będą zdjęcia z wyprawy :)
Do Olsztyna dotarłam o 12:15, po prawie 4 godzinach jazdy autobusem, ale miałam "W stronę słońca", więc się nie nudziłam. Kiedy przyjechałam, na dworcu czekała już na mnie Ana :* Przywitałyśmy się ciepło i ruszyłyśmy w drogę, by nie marnować czasu :) Po małych zakupach udałyśmy się do mieszkania. Tam poznałam współlokatorkę Any, Malwinę, a później jeszcze jej koleżankę, Marysię :) We trójkę zjadłyśmy pyszny obiad. Musiałyśmy się nagadać, bo facebook i gg, to nie to samo, co rozmowa na żywo :) a wieczorem Ana pokazała mi najbardziej urokliwe zakątki miasta. Akurat trafiłyśmy na wystawę "Baba z Olsztyna, czyli Olsztyn Babą stoi!" Była świetna, zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową :D Poniżej wrzucę kilka fotek:
stoję raczej przy chłopie ;p
był też babo-pirat :D
i pomarańczowy kocurek ^^
W niedzielę byłyśmy na Górce Kortowskiej
na molo, gdzie się żagle bieliły w oddali ;)
gdzie do późnego wieczora świetnie bawiłyśmy się na koncercie zespołu ENEJ :)
a chłopcy grali
i grali...
w drodze powrotnej odwiedziłyśmy jeszcze znanego Warmiaka, gdyż, "szaleje galaktyka, za sprawą Kopernika, wszak Jego to robota, że ciała są w obrotach!"
i już można było nocą, kiedy wszyscy śpią, śladami ulic ruszyć do domu...
Było naprawdę ŚWIETNIE, nie żałuję ani jednej sekundy, a jedynie tego, że wszystko, co dobre, szybko się kończy...
DZIĘKUJĘ Kochana za zaproszenie :***
piątek, 17 czerwca 2011
"Olsztyn kocham"
A w niedzielę gwóźdź programu - festyn "Olsztyn kocham" - wystąpi Transsexdisco, Social strein i ENEJ!!!
Będzie się działo!
Postaram się zdać relację na bieżąco, a jeśli się nie uda, to w poniedziałek po powrocie dowiecie się szczegółów :)
Pozdrawiam, Kokosowa
To będzie "dobryj den, dobryj den", a nawet "dobryje dwa dni" :D
czwartek, 16 czerwca 2011
Pięć lat minęło jak jeden dzień...
Tak więc śpieszę poinformować, iż w dniu wczorajszym, tj 15 czerwca 2011 obroniłam tytuł zawodowy MAGISTRA ! (Magister, to brzmi dumnie :D )
Pozdrawiam,
Wasza pani MAGISTER Kokosowa :)
wtorek, 14 czerwca 2011
Ostatni dzień, ostatnia noc...
Więcej już pewnie nie zdążę napisać, także trzymajcie mocno kciuki jutro od 9:00! Obowiązkowo!
Wasza zestresowana do granic możliwości Kokosowa
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Raport z oblężonego miasta
Od czego by tu zacząć <myśli>
Cały dzień minął nie wiadomo kiedy. Wstałam rano i od razu trzeba było się szykować, bo chciałam zawieźć podania do szkół (osobiście, bo wysyłanie mailem nie robi na nikim wrażenia, a niby XXI wiek mamy... ) Kiedy się wyszykowałam i przygotowałam potrzebne świstki tata odwiózł mnie na autobus. Do miasta dotarłam po 20 minutach (strasznie się ślimaczył kierowca :D, a w dodatku była kontrola biletów, na szczęście swojego nie zgubiłam, a i to potrafię). Musiałam jeszcze wydrukować cv, bo moja drukarka ostatnio odmawia posłuszeństwa :/ i przyznam szczerze, że większego ździerstwa nie widziałam, 4,8 zł za 4 cv, w Białym płaciłam 2, ale to szczegół. Zaniosłam wszędzie, gdzie zanieść miałam, oczywiście tylko włożyli do teczki i na tym się zakończyło. Wszystkiemu winien niż demograficzny i w ogóle dyrektorzy boją się o pracujących nauczycieli, łatają im etaty, jak mogą. Także na pracę w szkolnictwie w najbliższym czasie nie mam co liczyć...
Potem poszłam jeszcze do urzędu pracy, ale nie mogłam się zarejestrować, bo świadectwo ukończenia szkoły leży jeszcze w dziekanacie, obrona pojutrze, więc dyplom ukończenia studiów dostanę, jak dobrze pójdzie po 15 lipca.Oprócz tego zrobiłam małe zakupy, a później udałam się na dworzec. Na szczęście spotkałam koleżankę, pogadałyśmy trochę i nie nudziło mi się czekanie.
Wróciłam do domu, posiedziałam jakieś 2 godziny i znowu w drogę... Pojechałam z mamą do kosmetyczki, co by mi zrobiła ładne pazurki na środę i wróciłam niedawno z pięknym frenchem ;p
Do magisterki nie miałam okazji jeszcze dzisiaj zajrzeć, więc najwyższy czas ;)
Ale się rozpisałam.. w końcu jestem w stanie zrobić wszystko, żeby tylko się nie uczyć :D
Miłego wieczorku,
Wasza Kokosowa :*
niedziela, 12 czerwca 2011
Pojedynek na style
Jednym słowem było fajnie, chociaż oczywiście wszystko wyreżyserowane i grubymi nićmi szyte. Niby miało być wszystkich widać na wizji, ale siebie nie widziałam ani razu...
Popatrzyłam, jak tańczą, posłuchałam Williama Malcolma (zamiast Gienka Loski), Ady Szulc, a na Michała Szpaka już się nie doczekałam... wylądowałyśmy w galerii :D
Kupiłam sobie "W stronę słońca" - książkę opisującą miłość rodziców serialowej "Majki" i po obronie będę się zaczytywać :D
A tymczasem, uciekam do magisterki :)
Miłego wieczorku,
Kokosowa
sobota, 11 czerwca 2011
Wieści z frontu
Pogoda nadal marna :/
a w ramach odstresowania wybieram się do Białegostoku na bitwę You can dance konta Taniec z gwiazdami :)Oby nie padało... w przeciwnym razie będę zmuszona wcześniej wracać do domu, a nie mogę darować sobie spotkania z Michałem Szpakiem na żywo :> Do tego Gienek Loska i Ada Szulc :)
Białystok welcome to :)
Relację zdam po powrocie, może nawet dodam jakieś zdjęcia, o ile uda mi się takowe zrobić w tłumie fanów :D
Z pozdrowieniami,
Wasza Kokosowa.
piątek, 10 czerwca 2011
Lubię to...
... ja naprawdę to lubię! TO, czyli
językoznawstwo, ale ostatnio tyle czasu spędziłam nad klasyfikacjami,
etymologią nazwisk, stanem badań antroponimicznych, wpływami
wschodniosłowiańskimi, dającymi się zauważyć w systemie antroponimii
badanego terenu i innymi tego typu "umilaczami" dnia, że już po prostu
niedobrze mi się robi, jak tylko patrzę na moją pracę magisterską.
Ale zostało 4 dni, żeby wszystko ogarnąć,
więc ogłaszam wszem i wobec, że pilnie się UCZĘ, bez względu na deszcz
za oknem, który motywuje bardziej do snu, niż do nauki, no cóż, tak to
już jest, nigdy nie jest tak, jakbyśmy chcieli, aby było, a z drugiej
strony, zawsze może być gorzej. Może jednak niech już będzie sobie ten
deszcz, a ja zaczynam edukację.
Pozdrawiam, trzymajcie kciuki, by te moje chęci trwały jak najdłużej...
środa, 8 czerwca 2011
Tak mi źle, tak mi szaro...
Witam ponownie,
Od czego by tu zacząć... hmm pewnie najlepiej od początku ;p Cały dzień się zbierałam, żeby napisać tę notkę.
Wstałam dziś o 5:00 (?!) z potwornym bólem pleców :/ nic nie pomogło, bolą do tej pory.
Same złe rzeczy od rana się działy... w łazience znalazłam pokruszone moje ulubione cienie (dziwnym trafem, gdy siostra była w łazience spadły z szafki...), zrobiłam obiad, ale nie usmażyłam kotletów, które mama miała zawieźć po powrocie z pracy do dziadka i oczywiście wielkie halo, dlaczego jeszcze nie gotowe ( a chciałam tylko, żeby były ciepłe...)
Poza tym obrona zbliża się wielkimi krokami, a mi się uczyć nie chce... Pogoda nie nastraja do przyswajania wiadomości. Ale zdecydowanie wolę jak jest ciepło, niż kiedy pada śnieg.
I cały dzień męczą mnie wspomnienia... piękne, ale bolesne, bo wiem, że to już nigdy nie wróci...
"A miało być tak pięknie,
miało nie wiać w oczy nam
i ociekać szczęściem,
miało być sto lat, sto lat"
;((
wtorek, 7 czerwca 2011
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Pierwszy raz...
Nie jest to mój pierwszy blog, jeśli chodzi o liczbę, ale pierwszy, w którym będę opisywała, co się u mnie dzieje. Prowadzę również bloga ze swoimi wierszami, ale o tym innym razem.
Życzcie mi powodzenia i wytrwałości w pisaniu,
Wasza Kokosowa :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)